Moda w latach 20. – porywające lata dwudzieste…

… szalone lata, gdy w lokalach rozbrzmiewał jazz i będący jego odmianą swing, gdy tańczono w rytm muzyki Glenna Millera i Georga Gershwina.
Był to również bardzo ważny okres w modzie, albowiem kobiety zbuntowały się przeciwko rygorom dyktowanym przez gorset i inne, „usztywniające” sylwetkę elementy stroju.
Genialna moda dla pań o okrągłych kształtach: według nowego kanonu należało zapomnieć o podkreślaniu talii. Kobiety odsłoniły nogi, a na głowy zaczęły wkładać maleńkie, miękkie kapelusiki z jednostronnie lub dwustronnie podwiniętym bądź opuszczonym rondem.
Ikonami mody w owym czasie była słynna tancerka i aktorka Josephine Baker i oczywiście Coco Chanel, która wprowadziła do świata mody nieśmiertelną małą czarną i cudowne kostiumy z tweedu.
Suknie i bluzki luźno opływały sylwetkę nie krępując ruchów, urzekała prostota formy przy jednoczesnym bogactwie kolorów, ornamentów, haftów, piór, frędzli, cekinów i połyskliwości tkanin.

 

Elżbieta z ciekawością przyglądała się jej sukni. Była z mszystej, mięciutkiej wełny białej i zapinała się na piersiach ukośnie na trzy guziki, trzy okrągłe kawałki różowego koralu. Na szyi nie było pereł, tylko sznurek takich samych, trochę drobniejszych różowych korali. Nadęte, rozgniewane usta były pomalowane jasnym karminem. I jeszcze coś bladoczerwonego, jakaś kokarda z emalii uczepiona była do każdego z białych, mszystych pantofelków. Była cała czysta, świeża, zbytkowna, gładka – bez jednej zmazy.

„Granica” – Zofia Nałkowska